niedziela, 8 maja 2011

Ależ ten czas leci...

Właśnie dziś mija rok od chwili, gdy zaczęłam pisać "Bezsennik". Pamiętam emocje, które towarzyszyły wysyłaniu pierwszego posta, pamiętam też, ile godzin edytowałam tę krótką notkę, zanim drżącą ręką kliknęłam "publikuj", choć tak naprawdę nie miała większych nadziei na to, że ktokolwiek ją kiedyś przeczyta.

Gdy zaczynałam tu pisać, w najśmielszych nawet snach nie oczekiwałam, że będzie tu kiedyś zaglądać tylu sympatycznych ludzi, że faktycznie zdobędę się na odwagę publikowania tu moich prac, a już na pewno nie sądziłam, że "Bezsennik" doczeka się grona stałych Czytelników.
Przez ten rok wydarzyło się mnóstwo rzeczy. Wprawdzie mam teraz znacznie mniej czasu na blogowanie, niż miałam go 8 maja 2010 roku, ale ma to swoje dobre strony - dużo maluję, pracuję nad sobą i mam nadzieję, że przyniesie to oczekiwane rezultaty.

Doceniam bardzo wszystko, czego nauczyłam się od Was, którzy tu zaglądacie i dodajecie mi skrzydeł, oraz od wszystkich, których blogi odwiedzam i których podziwiam. I nie mam tu na myśli wyłącznie tego, czym się zajmujecie na co dzień, ale przede wszystkim to, jak różnorodne reprezentujecie punkty widzenia, postawy wobec świata i charaktery.
Myślę, że nic nie rozwija człowieka lepiej, niż spotkanie na swej drodze innych ludzi i czerpanie z bogatego źródła ich osobowości. Dziś Wam za to dziękuję. :)

czwartek, 28 kwietnia 2011

Za górami, za lasami...

... mieszkała pewna Czarodziejka, która potrafiła czarować pięknie i mądrze, czyniąc świat lepszym i piękniejszym. Obdarzona talentem i wyjątkowo pracowita, tworzyła mnóstwo pięknych rzeczy, wywołując zachwyt i westchnienia oglądających, a usłyszawszy westchnienie, z radością dzieliła się pięknem, które wyszło spod Jej rąk.

Miałam szczęście i zaszczyt otrzymać przemiłą, podwójną niespodziankę od Anabell. Spójrzcie tylko na tę cudną kameę:



Przyglądam się, przyglądam i nie mogę się nadziwić, ileż pracy wymagał ten naszyjnik! I jakże misternie koraliki otulają profil tej ślicznej dziewczyny... :))
A teraz przyjrzyjcie się fiołkom na tym haftowanym obrazku: one niemal wychodzą z ramek! :)



Użyte przez Anabell odcienie nici są tak wysmakowane, że tworzą wrażenie trójwymiarowości oraz idealnie harmonijną całość. Kocham haft krzyżykowy i wiele ich w życiu widziałam, ale tym obrazkiem jestem po prostu zachwycona. :)



Kochana Anabell... Czy Ty wiesz, że czynisz rzeczy niezwykłe? Nie tylko sprawiasz ludziom ogromną radość i niespodziankę, spełniając ich skryte marzenia, ale czynisz coś znacznie bardziej ważnego: napełniasz serca wiarą, że w dzisiejszych czasach, zdominowanych przez pogoń za pieniądzem i karierą, wciąż istnieje coś tak pięknego, jak bezinteresowność. I to są prawdziwie piękne czary. :)

Dedykuję Ci bukiecik bratków z mojego ogrodu. Skromne to kwiatki, ale w ich prostocie jest mnóstwo wdzięku. Dziękuję Ci, Anabell! :)))

niedziela, 24 kwietnia 2011

:)

Wszystkim (stałym i okazjonalnym Czytelnikom, Sympatykom i Gościom "Bezsennika", z okazji Świąt Wielkanocnych, życzę radości, spokoju i wspaniałej atmosfery. Cieszcie się tym czasem i sobą nawzajem. :)

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Takie jedno miejsce, które znasz

Spośród wszystkich prac, które wystawiałam w Długołęce, jedna okazała się być odbierana przez wielu Gości w szczególny sposób - ludzie zatrzymywali się przed obrazkiem, marszczyli czoła, popadali w zadumę i twierdzili, że z całą pewnością byli w miejscu, które obrazek ów przedstawia.

Było to dość niezwykłe i przyznam, że bardzo mnie ucieszyło, bo po cichu liczyłam na takie właśnie odczucia. W tym celu, jeszcze na etapie planowania wystawy, zrezygnowałam z podpisów pod pracami i z podawania szczegółów lokalizacji, nie chcąc, by aspekt dokumentacyjny zdominował, lub w jakikolwiek sposób zniekształcił przekaz emocjonalny obrazów. Wydawało mi się po prostu, że jeśli oszczędzę odbiorcy sugestii co do lokalizacji malowanych miejsc, to być może ktoś odnajdzie w moich obrazkach jakieś "swoje" miejsca, tęsknoty i namiętności. No i proszę... Udało się! :)

Oto dróżka, po której z wszelką dozą prawdopodobieństwa stąpała niegdyś większość moich wernisażowych Gości. Lokalizacji nie podam, bo i po co? Przecież każdy kto tam był, dobrze wie, gdzie rosną te brzózki... ;)



P.S. Przez ostatnie tygodnie bardzo intensywnie pracuję, toteż po 22:00 zasypiam na stojąco... Gdyby ktoś był tak miły i zechciał zostawić komentarz, to uprzejmie proszę o cierpliwość - odpowiem na pewno, kiedy tylko się wyśpię. Dziś już ledwo trafiam w klawisze.
Dobrej nocy, moi mili. :)

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Rezerwat przyrody "Bagno Stawek"

No i znów o Kaszubach będzie, bo u mnie nigdy dość kaszubskich tematów. Mam tylko nadzieję, że moja skłonność do opiewania urody tej fascynującej krainy nie zniechęci Was w końcu do odwiedzania "Bezsennika"... Jakby co, to dajcie znać, że przynudzam, ok? :)

W Zaborskim Parku Krajobrazowym, w pobliżu miejsca, gdzie kończy się jezioro Płęsno, a zaczyna jezioro Gardliczno Duże, zarasta sobie od lat pewne jeziorko, połączone strugą z Płęsnem. Dzięki temu połączeniu, natura stworzyła tam sobie ciekawy mikrosystem hydrologiczny. Zainteresowanych ciekawostkami przyrodniczymi zapraszam na portal poświęcony Zaborskiemu Parkowi Krajobrazowemu, gdzie o rezerwacie "Bagno Stawek" (i nie tylko) można poczytać więcej.

Mnie osobiście urzekła nie tylko przyroda, ale przede wszystkim uroda otaczających jeziorko oraz strugę, bagien i torfowisk: omszałe pnie drzew, chylące się malowniczo nad swoimi odbiciami w wodzie, chaszcze tętniące życiem i niespotykanie wybujała, różnorodna i niezwykła roślinność. Enklawa natury nieskażonej ludzką ręką, gdzie martwe, przewrócone, czy też połamane pnie drzew czynią miejsce następnym pokoleniom roślin i dają pożywienie oraz schronienie licznym gatunkom grzybów i zwierząt.





W tym pozornym bałaganie kryje się jakiś pierwotny spokój. I poczucie bezpieczeństwa, że wszystko toczy się zgodnie z odwiecznym porządkiem rzeczy, ma swój czas i cel. I tak być powinno. :)

wtorek, 29 marca 2011

Drzewo moje rozczochrane

Uciekając przed zgiełkiem miasta, które przemocą wykrada coraz bardziej rozległe obszary podmiejskich wsi, jeżdżę do Zbytowej. To cicha i spokojna wioska leżąca na zachód od Bierutowa. Mimo, że stara zabudowa coraz bardziej wypierana jest przez nową, to jednak nie dotarło tam jeszcze szaleństwo przekształcania każdego centymetra gruntów rolnych w sypialnie dla mieszkańców miast. Nie wiem, czy dzieje się tak z powodu odległości od Wrocławia, czy też może uprawa tytoniu, powszechna w tym rejonie, opłaca się tamtejszym mieszkańcom na tyle, że nie myślą oni o porzuceniu pracy na roli.
Chciałabym, żeby tak właśnie było, bo bardzo lubię to miejsce takim, jakie jest w tej chwili i oby nigdy nie podzieliło ono losu innych wsi, które poprzez masową wysprzedaż ziemi kompletnie zatraciły swój charakter, a co gorsza, będą jednym wielkim placem budowy jeszcze przez najbliższe dwadzieścia lat.

Wiele moich akwarel (plenerowych i tych malowanych w zaciszu pracowni, gdy pogoda nie sprzyja eskapadom z farbami) przedstawia pejzaże ze Zbytowej i okolic. Pewnie z uwagi na obfitość malowniczych, polnych i leśnych dróg, które są moim ulubionym motywem. Jedną z tych akwarel prezentowałam już niegdyś w Bezsenniku, a dziś dokładam drzewo, które od dziesiątków lat stoi sobie w szczerym polu tuż przy jednym z pylistych duktów, a pod którym zawsze musimy choć na moment przystanąć.



Zdecydowanie ma ono w sobie jakąś magiczną siłę, a pod tym rozczochranym parasolem najlepiej smakuje mi kawa z termosu. Trzeba tylko uważać na żmije. :)

czwartek, 17 marca 2011

Sama nie wiem...

...czy powinnam głośno o tym mówić (żeby nie zapeszyć), ale wygląda na to, że naprawili mi Bloggera. Teraz znów mam wgląd we wszystkie aktualizacje. Hura! :)

Po miesiącach przygotowań do wystawy, gdy zajmowałam się wyłącznie akwarelą, przyszedł czas na kolejne wyzwanie rzucone przez mistrza XIX-wiecznego malarstwa, oczywiście w technice olejnej. Poświęcam mu się bez reszty, bo czyż można postępować inaczej wobec dzieła Mistrza? :) Zwłaszcza, że podobnie jak w przypadku mojego zmagania z "Dachami Paryża", natura znów wyciąga do mnie swą pomocną dłoń, roztaczając za oknem wielce adekwatną pogodę. Wprawdzie do Paryża trochę daleko, ale nie będę zachłanna - nie można mieć wszystkiego. ;)

A tymczasem skorzystam z archiwum prac przygotowanych na wystawę. Prezentowany dziś obrazek to Leśniczówka "Podrąbiona" - przeuroczy domek w sercu Zaborskiego Parku Krajobrazowego na Kaszubach, położony tuż przy drodze wiodącej przez niegdysiejsze pilnie strzeżone i zamknięte tereny wojskowe, stosunkowo od niedawna otwarte dla turystów i miejscowej ludności. Droga, będąca oficjalną drogą otwartą dla ruchu kołowego, jest w rzeczywistości (i w przeważającej większości trasy) piaszczystym duktem prowadzącym z miejscowości Borsk do stacyjki kolejowej "Bąk". Niestety, droga obfituje w rozwidlenia i skrzyżowania, a z uwagi na fatalne oznakowanie niezwykle łatwo tam zabłądzić.
Przez trzy kolejne lata podczas wakacyjnego pobytu na Kaszubach, organizowaliśmy wycieczki w poszukiwaniu mitycznej stacyjki "Bąk", przed której budynkiem mój Tato uwiecznił moją Mamę na fotografii, gdzieś około połowy lat osiemdziesiątych. Dopiero za trzecim razem udało nam się znaleźć tę nadal czynną i niezwykle schludnie utrzymaną stację, położoną w środku ogromnego kompleksu leśnego.

Budynek stacyjny, a zwłaszcza przeuroczy kibelek (tak, tak! Kibelek jest prawdziwą perełką architektury i najpiękniejszym obiektem na tej stacji!) zasługują na to, by je namalować i z pewnością kiedyś to uczynię, a tymczasem pozwólcie Państwo, że przedstawię Wam jedno z najpiękniejszych miejsc na Ziemi, jakim z pewnością jest Leśniczówka "Podrąbiona":



W takim miejscu mogłabym się zestarzeć. :)
Pozdrawiam wszystkich Czytaczy!